Kanały:
Wpisy
Komentarze

Polska – Francja 4:4

Reprezentacja Polski zremisowała w towarzyskim meczu z Francuzami, chociaż w trzeciej tercji wyszła już na trzybramkowe prowadzenie. Zwycięstwo wymknęło się biało-czerwonym w ostatnich minutach.

Polska – Francja 4:4 (1:0, 0:1, 3:3)

1:0 – Michał Piotrowski – Daniel Galant (5′) ; 5/3
1:1 – Sacha Treille (30′)
2:1 – Adam Bagiński – Damian Słaboń (46′)
3:1 – Grzegorz Pasiut (47′)
4:1 – Patryk Wajda (52′)
4:2 – Laurent Gras (58′)
4:3 – Jonathan Zwickel (59′) ; 4/5
4:4 – Damien Fleury (60′) ; 4/5

Strzały: 29 – 29

Polska: Radziszewski – Rompkowski, Labryga, L. Laszkiewicz, Słaboń, Bagiński – D. Galant, P. Noworyta, M. Piotrowski, Pasiut, Drzewiecki – Mejka, Dutka, Jankowski, S. Kowalówka, Woźnica – Koseda, Dąbkowski, Urbanowicz, S. Biela, Dołęga oraz Wajda

I trener: Rudolf Roháček; II trener: Henryk Zabrocki

Francja: Ferhi – Amar, Bachet, Lussier, Gras, Coqueux – Quessandier, Trabichet, T. Da Costa, Papa, Hecquefeuille – Mille, Pousset, S. Treille, Zwikel, Tardif oraz Roussel, Antonoff, Masson, Fleury

I trener: Dave Henderson; II trener: Pierre Pousse

Na trzy minuty przed końcem spotkania Polacy prowadzili 4:1 i nic nie wskazywało na to, że rewanż na Trójkolorowych za przegraną podczas MŚ w Chinach trzeba będzie odłożyć na później.

Francuzi nie przebierali w środkach

- Nasi rywale byli trochę zaskoczeni, bo stosowaliśmy forchecking i nie mieli szansy na swobodne wyprowadzenie krążka ze swojej tercji - mówi Henryk Zabrocki, drugi trener reprezentacji. – Ich odpowiedzią była ostrzejsza gra, na pograniczu faulu. W związku z tym dochodziło do spięć pomiędzy zawodnikami. Karę meczu otrzymał Leszek Laszkiewicz, który był kilkakrotnie prowokowany przez Francuzów, aż w końcu wdał się w bójkę z Olivierem Coqueux.

Efektem ostrej gry była również kontuzja Rafała Dutki. – Jestem już w Nowym Targu, bo nie chciałem ryzykować poważniejszego urazu skoro za tydzień startuje liga – przyznaje obrońca Podhala. – Wszystko przez moją nieuwagę, bo w momencie podania krążka nie zauważyłem nadjeżdżającego przeciwnika, który następnie rzucił mnie na bandę. Potem jeszcze dwukrotnie poprawił. Ucierpiały moje żebra, ale na szczęście są tylko stłuczone.

Skuteczne kontry

W pięćdziesiątej ósmej minucie podopieczni Dave’a Hendersona strzelili drugiego gola. Nie minęła minuta a na tablicy wyników było już tylko 4:3 dla gospodarzy za sprawą Jonathana Zwikela. Chwilę później do wyrównania doprowadził Damien Fleury. – Myśleliśmy, że wygraliśmy już ten pojedynek – nie ukrywa Zabrocki. - W końcówce do naszego zespołu wkradła się spora nerwowość a Francuzi to bezlitośnie wykorzystali. Ostatnie dwa gole straciliśmy grając w przewadze.

- Rywale nas dwukrotnie skontrowali i zrobiło się gorąco – mówi zawodnik TKH Bartosz Dąbkowski, który występował w czwartej parze obrońców z Piotrem Kosedą. Obaj byli na lodzie przy jednej straconej bramce.

Jak nowicjusze

Zawiedziony rozwojem wypadków był Jarosław Dołęga. – Miałem jedną świetną okazję, żeby wpisać się na listę strzelców po trójkowej akcji z Damianem Słaboniem i Adamem Bagińskim – mówi 25-letni napastnik. – Po podaniu od tego ostatniego miałem wolne pół bramki, ale przestrzeliłem. Najgorsze jest jednak to, że przez pięćdziesiąt pięć minut graliśmy przyzwoicie i Francuzi niewiele mogli na to poradzić a w końcowych fragmentach wszystko pogrzebaliśmy zachowując się tak, jakbyśmy po raz pierwszy w życiu byli na lodzie.

Grzegorz Chruscinski

– Przez ostatnie kilka lat pracował Pan z dziećmi w Janowie, zaczynając praktycznie od podstaw. Podobna sytuacja będzie teraz w Toruniu.

– W Janowie poproszono mnie, żebym odbudował sekcję hokeja w grupach młodzieżowych. Podjąłem się tego zadania w oparciu o swój program autorski 0-3. Rozpoczęliśmy szkolenie dzieci już na poziomie przedszkola. Raz w tygodniu przyprowadzał je wychowawca, bądź były dowożone na lodowisko. Zakupiliśmy dla nich osiemdziesiąt par łyżew i kaski. Po pierwszym roku zebraliśmy z tych przedszkoli dwie grupy, tworząc dwie pierwsze klasy w szkołach podstawowych z nami współpracujących. Wówczas dzieci dojeżdżały już dwa razy w tygodniu na lodowisko pod opieką wychowawcy, na trzeci doprowadzali je rodzice. System się sprawdził. W ciągu trzech lat wygraliśmy wszystkie turnieje mini-hokeja w grupie jedenastolatków.

– Do tej pory szkolenie w grupach młodzieżowych przebiegało bardzo chaotycznie.

– Dlatego zaczynam od podstaw. Będę starał się objechać okoliczne przedszkola i wejść w porozumienie z łyżwiarzami figurowymi. Od września rusza program nauki jazdy na łyżwach, więc możemy z nimi współpracować. Rozpoczęcie tego programu wspólnie nie będzie ingerowało w żadną z tych dyscyplin i przyniesie obopólną korzyść. Zamierzam w porozumieniu z koordynatorami z Gdańska, Warszawy i Łodzi powołać ligę mini-hokeja, której rozgrywki będę polegały na organizowaniu turniejów na poszczególnych lodowiskach. W planach jest też stworzenie wypożyczalni łyżew, bo żaden rodzic nie zaryzykuje kupienia dziecku sprzętu za 200 zł, ponieważ za rok, dwa może ono zrezygnować. Chcę także, żeby jednocześnie na lodzie było minimum dwóch trenerów, bo nie wyobrażam sobie grupy trzydziestu dzieci ćwiczącej z jednym opiekunem. W Czechach robi się kursy instruktorskie dla rodziców, trwające dwa dni. Po nich taka osoba nabywa uprawnienia instruktora trzeciej klasy. Nawet jak ledwo jeździ na łyżwach to ustawia tę grupę i wypuszcza ją na lód.

– Czego będzie Pan wymagał od trenerów ?

- Na pewno będę miał spotkania z poszczególnymi szkoleniowcami, na których wyjaśnimy sobie kilka spraw. Kadra trenerska na pewno będzie się rozrastać. Chcę, żeby trener był przywiązany do zawodnika. Jak jego podopieczni dojdą do wieku seniora to zaczyna znowu pracę z najmłodszymi, żeby nie było potem wymówek, że dostał słabych zawodników i niewiele może z nimi zrobić. Także to jakich graczy sobie wyszkolą będzie rzutowało na ich dalszą pracę w klubie. Poza tym co dwa tygodnie będziemy się spotykać i omawiać mecze w poszczególnych kategoriach wiekowych. Nieodzowne jest też uczestnictwo w szkoleniach. Jak ktoś nie dostosuje się do profesjonalnego modelu pracy jaki chcemy wprowadzić to będziemy musieli się z nim pożegnać.

Henryk Gruth to wyjatkowa postać w polskim hokeju. Człowiek, który był w przeszłości znakomitym zawodnikiem został znakomitym trenerem. Od wielu lat poświęca się pracy z młodzieżą i jest jednym z twórców potęgi organizacji Lions. Jak na ironię w Szwajcarii zatrudnić go chcą niemal wszyscy, w Polsce…

Jak długą przeszedł Pan drogę, żeby zyskać sobie takie uznanie w Szwajcarii ?

- Może zacznę od tego, że zdecydowałem się na wyjazd z kraju w celach zarobkowych. W Polsce jako asystent trenera reprezentacji zarabiałem 24,50 zł brutto od dnia pobytu na kadrze. Wydaje mi się, że coś dla tego hokeja polskiego zrobiłem. Trenując jednocześnie GKS Tychy równiez nie dostawałem pieniędzy. Obrałem kierunek na Szwajcarię, bowiem kiedyś występowałem przez trzy lata w tamtejszej lidze jeszcze jako zawodnik. Moja praca trenerska zaczęła się od trzecioligowego klubu Salzgitter. Nikt mi wówczas nie dawał szans na utrzymanie tej drużyny, w której występowali wyłącznie juniorzy. Mimo wszystko udało mi się tego dokonać. Od razu pojawiły się propozycje z wyższych lig. Na rok trafiłem do St. Moritz. Potem przyjąłem ofertę z HC Thurgau nad Jeziorem Bodeńskim. Zespół występował w drugiej lidze i również udało mi się go utrzymać. Zaczęło wychodzić na to, że jestem specjalistą od utrzymywania drużyn (śmiech). W końcu zgłosił się Zurych. Przedstawiono mi plany utworzenia wielkiej organizacji, w której będą ze sobą współpracować trzy kluby. Miałem pełnić w niej rolę szefa szkolenia młodzieży i odpowiadać za opracowanie całej koncepcji szkolenia. Wróciłem więc do swojego miasta, w którego niegdyś barw broniłem. Należy dodać jeszcze, że oprócz w/w funkcji byłem też trenerem trzecioligowego klubu EHC Dübendorf, zrzeszonego w organizacji. Po trzech latach pracy wspólnie z pewnym fińskim trenerem poukładaliśmy pracę z juniorami. Wówczas zgłosił się do mnie stary przyjaciel Christian Weber, z którym kiedyś grałem i namówił mnie, żebyśmy przejęli drugoligowy GCK Lions, stanowiący farmę pierwszego zespołu. Od razu wprowadziliśmy zupełnie nowe metody treningowe, troszeczkę zbieżne z tymi wykorzystywanymi wcześniej w juniorach – czyli ogólnie mówiąc koncepcji opartej na treningu technicznym, dobrym przygotowaniu kondycyjnym i siłowym. W pierwszym sezonie zajęliśmy pierwsze miejsce, grając głównie samymi juniorami. W rezultacie otrzymaliśmy ofertę prowadzenia ZSC Lions w Nationalliga A. Obaj pracowaliśmy na najwyższym szczeblu przez trzy lata. Po naszym przyjściu pojawił sie pomysł, żeby odmłodzić tę drużynę, bo ówczesny skład zbyt mocno nadwyrężał budżet klubu. Włączylismy więc do kadry ośmiu zawodników z GCK Lions. Teoretycznie byliśmy słabsi kadrowo, ale sezon pokazał co innego. Dostaliśmy się do play-off, dochodząc do półfinału. Niestety praktycznie w ostatniej sekundzie przegraliśmy możliwość walki o tytuł mistrzowski. Rok później było nieco lepiej – zdobyliśmy wicemistrzostwo kraju. W tej pracy można się jednak wszystkiego spodziewać. W trzecim sezonie pracowaliśmy tylko do grudnia i wówczas zastąpił nas trener z Finlandii. Od tamtego czasu przez półtora roku zmieniono w klubie pięciu szkoleniowców.

Prawie jak w polskiej piłce.

- Zurych jest bardzo specyficznym regionem jeżli chodzi o hokej, bo tam wynik ma ogromne znaczenie. My przegraliśmy pięć meczów pod rząd. Mój przyjaciel Weber sie trochę rozsypał i sam zacząłem prowadzić zespół. Udało mi się wygrać dwa z pięciu meczów, ale to było za mało. Po tym jak z nas zrezygnowano wróciłem do pracy z juniorami a Weber przeniósł się do innej organizacji. Teraz prasa rozpisuje się, że to nie my byliśmy winni, ale złe zakupy menedżera, bowiem wielu sprowadzonych przez niego graczy się nie sprawdziło, ale nie ma sensu gdybać na ten temat. Podsumowując byliśmy jedynymi trenerami, którzy utrzymali się w ZSC dłużej, niż dwa lata. W tej chwili razem z Richim Jostem jesteśmy szefami wszystkich grup od 16 do 20 roku życia, czyli Elite Lions. Oprócz tego jesteśmy asystentami w GCK Lions. Ja jeszcze dodatkowo zajmuję się kształceniem trenerów. Aha i jeszcze jestem trenerem najlepszej drużyny juniorów w naszej organizacji.

Sporo tych funkcji a mimo to zdobył Pan z juniorami mistrzostwo Szwajcarii po 47 latach…

- Wymagało to sześć-osiem lat pracy, ale się opłaciło. Cały ten czas pracowaliśmy według naszej koncepcji rozwoju zawodnika, która sprawdziła się na tyle, że praktycznie teraz jesteśmy bezkonkurencyjni. Doszło do tego, że dwunastu moich juniorów gra aktualnie w Nationalliga B w GCK Lions. Umyślnie osłabiliśmy drużynę juniorów, żeby oni mogli się lepiej rozwijać na wyższym, seniorskim poziomie. To na pewno jest związane z ryzykiem, bo nie wiem czy wszyscy ci chłopcy podołają temu zadaniu, ale wkrótce się przekonamy. Także obecnie dysponuję najmłodszą drużyną juniorów w całej Szwajcarii, bo musieliśmy uzupełnić kadrę trzy lub cztery lata młodszymi graczami. To jest prawdziwy eksperyment. Przyznam , że mam naprawdę dużą satsysfakcję z tej pracy i tak długo już jestem w Szwajcarii, że coraz ciężej mi wrócić do kraju.

Ile ofert pracy otrzymuje pan w trakcie tygodnia ? (śmiech)

- Aż tak często się nie pojawiają. W tej chwili mam cztery poważne propozycje. Jedną od wspomnianego wcześniej Christiana Webera, który trenuje najsłabszą drużynę Nationalliga A z Langnau. Nie za dobrze u nich wygląda praca z młodzieżą i miałbym być jego asystentem, a także podciągnąć trochę młodzież. Druga oferta jest z Kloten, gdzie chcą, abym był szefem całej młodzieży. W Szwajcarii przypięli mi etykietę, że potrafię zrobić coś z niczego. Drużyny skazywane na spadek były za mojej kadencji się utrzymywały, chłopcy, którym nikt nie dawał szans na grę w hokeja występuja teraz w GCK Lions. Cztery lata temu nikt nie wierzył, że mogą dojśc tak wysoko a ja podjąłem z nimi długofalowy proces rozwoju i tego dokonali. Trzecia oferta pojawiła sie z Berna, gdzie miałbym być szefem szkolenia młodziezy i prowadzić zespół juniorów. Najlepszą propozycję otrzymałem jednak z Davos. Bardzo dobrze znam się z tamtejszym trenerem Arno Del Curto, który pracuje już z zespołem od dziesięciu lat. Miałem zostać jego asystentem oraz odpowiadać również za pracę z młodzieżą i stworzyć coś na miarę oragnizacji Lions. Ostatecznie podjąłem decyzję, że zostanę w Zurychu jeszcze dwa lata.

Najwidoczniej ma Pan patent na szkolenie młodzieży.

- Kilka lat temu opracowaliśmy plan szkoleniowy, który przyniósł wydatne rezultaty. Na początku umówiliśmy się w ten sposób, że co tydzień będziemy robić mniejsze podsumowania, a generalne po upływie pół roku – w grudniu i na koniec sezonu. Rozmawialiśmy o tym, co musimy zmienić, co polepszyć itp. W momencie kiedy przychodziłem do Zurychu prowadziłem trzecią ligę, byłem asysytentem w juniorach, żeby mieć z nimi kontakt i byłem bezpośrednim szefem najmłodszych adeptów hokeja, ponieważ chciałem rozpocząć tę pracę od najnizszego szczebla. Prowadziłem treningi z najmniejszymi, bo chciałem nauczyć ludzi jak maja z nimi pracować. Po dwóch latach ja już tam nie jeździłem, od czasu do czasu dogładałem jak to wszystko wygląda. Jak przychodził ktoś nowy to pracował według schematu, który im pokazałem. Juniorzy byli cały czas pod kontrolą. Na młodzików i żaków już nie miałem, aż takiego wpływu, ale tam też była realizowana opracowana przeze mnie koncepcja. W tej chwili pracujemy już według wypracowanych sposobów. Od około pięciu lat wszystko jest poukładane. Nawet jak pomagałem Richiemu przy pierwszej drużynie młodzież była cały czas pod kontrolą. Patrząc z perspektywy czasu naprawde dużo nauczyłem się w Szwajcarii. Zurych to takie miejsce, gdzie zjeżdża mnóstwo zespołów, więc jest zawsze mozliwość podpatrywania co robią Szwedzi, co robią Finowie, co robią Kandyjczycy.

W latach 70-tych i 80-tych wymiana myśli szkoleniowiej kwitła, pomimo geopolitycznej bariery. Jak to wygląda dzisiaj ? Są jeszcze ludzie, którzy otwarcie dzielą się swoją wiedzą ?

- Raczej nie ma.W samej Szwajcarii nie chcą już się dzielić a co dopiero w Europie czy na świecie. Powiem szczerze, ja się też z nikim nie dzielę. Robię to tutaj w Tychach, dlatego, że moje serce jest w Polsce. Robię to dla młodych chłopaków i dla starych kumpli, przyjaciół, którzy często do mnie dzwonia i pytają się czy bym nie mógł czegos załatwić. Mariusz mnie namówił i stąd ta konferencja. W zasadzie pokazuję jak szkolę młodzież – dzielę się czymś, co jest moją tajemnica. Z drugiej strony nie pokazuję detali, bo to jeszcze trzeba wiedzieć jak co i kiedy zastosować itd. I tak powiedziałem dużo. Na standardowej konferencji nie dowiesz się tego, co zostało tutaj powiedziane, np jak duża ma być częstotliwość danego ćwiczenia, jakie przewy pomiędzy ćwiczeniami i takie szczegóły, które są bardzo istotne. Nikt ci nie pokaże na szkoleniu ile dane ćwiczenie robi razy w tygodniu itd. Przecież my też mamy szkolenia w Szwajcarii i to jest taka sytuacja, że tam ci nikt nic nie powie. Dostajesz stertę papieru z teorią na temat, np przygotowania siłowego. No co to jest ?

Reguła, a Wy zrobiliście od niej mały wyjątek.

- (śmiech) Naszym celem jest pokazanie polskim trenerom nowych metod pracy i przekonanie ich, żeby stosowali je na co dzień. U nas to już jest tak daleko posunięte, że zawodnik sam wie co ma robić. Chodzi samemu na piętnaście minut na siłownię poza treningiem i wykonuje odpowiednie ćwiczenia z gumowymi piłkami na poprawienie balansu czy wykorzystując drabinkę. Przez to nie tracimy już na takie rzeczy czasu, bo gracze robią to we własnym zakresie. Chcieliśmy też uświadomić, że wcale nie trzeba dźwigac sto dwdzieścia kilogramów, żeby przygotwac się do sezonu. Nikt już w Europie nie robi przysiadów ze sztangą ważącą ponad sto kilo. A pamiętam czasy, kiedy u nas dźwigano w ten sposób po sto sześćdziesiąt.

Ciężko uświadomić młodemu Szwajcarowi ile pracy musi włożyć, aby w przyszłości osiągnąć poziom pozwalający w wymarzonej przez niego lidze ?

- To co różni nas od Polski to praca z zawodnikiem nie tylko nad umiejętnościami hokejowymi, ale też nad wychowaniem. Ogromnie dużo czasu poświęcamy tym chłopakom w związku ze sprawami pozasportowymi. Jest dużo rozmów z zawodnikami, z rodzicami, gdzie wspólnie stawiamy sobie cele zajmujemy się analizą realizacji tych celów. Poparte jest to filmami motywacyjnymi, które pokazują jaką drogę musiały przejść dzisiejsze gwiazdy NHL. Problem polega jednak na tym, że już przeciętni Szwajcarzy żyją na bardzo wysokim poziomie finansowym. Powoduje to, że nie mają motywacji, aby jeszcze mocniej pracować i dostać się do NHL, bo mogą tam zarobić niewiele więcej. Dobry zawodnik ma te same pieniądze w Nationalliga A. Starając się zmobilizować zawodników stawiamy im po prostu mniejsze cele – gra w Nationalliga A. To jest bardzo wygodny naród. Te gwiazdeczki szwajcarskie mają beztroskie życie. Co dwa, trzy lata zmieniają klub. śmiejemy się, że na końcu ląduja w Zurychu, bo teraz ZSC kupuje samych dziadków i tu też sobie nieźle pożyją.

Jeden z Pana wychowanków Luca Cunti został w tym roku draftowany przez Tampa Bay Lightning.

- Znam go od najmłodszych lat i można powiedzieć, że się u mnie wychował. Dwa lata temu zainteresowali się nim skauci i zaczęło się o nim dużo mówić. To jest talent, ale ma wiele wad. Na przykład straci zamiast wracać, aby pomóc obrońcom, przygląda się. Poza tym nie zagra ciałem, nie podjedzie pod bandę. On jest dobry, kiedy trzeba wrócić po krążek za bramkę i przejechać przez pół lodowiska. Tylko, że tak się grało kilkanaście lat temu. Wzięliśmy go w zeszłym roku do seniorskiego zespołu – GCK Lions. Strasznie często tracił gumę na drugiej niebieskiej linii, co powodowało, że rywale nas cały czas kontrowali. Zwracaliśmy mu uwagę raz, dwa, trzy, aż w końcu odsunęliśmy go od składu. A ponieważ jego ojciec ma układy z naszymi działaczami, wiesz jak to jest, bo tam razem gdzieś interesy robią to oczywiście wyszło na to, że to trenerzy się nie nadają. Na szczęście działacze rozmawiali z wszystkimi szkoleniowcami osobno i każdy powiedział im to samo na temat Cuntiego. Generalnie on powinien grać u mnie w juniorach, ale ja go nie chciałem, bo nie ma sensu się denerwować. Także zdobyliśmy mistrza Szwajcarii bez naszego najlepszego zawodnika i bardzo dobrze się stało. Potem Cunti mówił już oficjalnie, że on wcale nie chciał grać w juniorach, ani w GCK Lions i w końcu przeszedł do trzecioligowego klubu, gdzie zawodnicy jednocześnie pracują oraz grają. Trenują tam pół godziny dziennie, bo im się nie chce a potem idą na piwo. My twierdzimy, że jak Cunti pojedzie do Ameryki to bardzo szybko wróci. Ma talent, widzi dużo, ale często traci krążek. Pamiętam jak mi tłumaczył, że musi stracić dziesięć razy krążek, żeby zyskał tę pewność w grze. Szału można dostać. To jak to jest, że wszytskim zabraniam utraty krążka na linii niebieskiej a ty możesz ? Zasady obowiązują wszytkich, bez wyjątku.

W Czechach i na Słowacji jest tendencja do opuszczana kraju przez młodych zawodników i wyjazdu za ocean do tamtejszych lig. Media biją na alarm, bo wyniki osiągane przez reprezentacje do lat osiemnastu i dwudziestu są coraz gorsze.

- To jest odwrotny proces, niż w Szwajcarii. Tu nie wyjeżdzają za granicę, bo jest im wygodnie w kraju. Podejrzewam, że Słowacy i Czesi szukają po prostu hokeja na wyższym poziomie. Uważam jednak, że w krajach, gdzie hokej stoi na wysokim poziomie młodzi zawodnicy nie powinni wyjeżdżać przed ukończeniem osiemnastego roku życia. Szesnaście lat to jest zdecydownie za wcześnie, ale to robota skautów/menedżerów. Wracając na chwilę do Cuntiego. Wyobraź sobie, że dostałem formularz od jego agenta z sześćdziesięcioma pytaniami na temat Luci. On równiez otrzymał taki formularz z tymże były tam przeróżne pytania odnośnie tego, co myśli o swoim trenerze i takie inne niepotrzebne bzdury. To jest tak daleko posunięta sprawa, że byś nie uwierzył. Potem zaczyna się mieszanie w głowach rodzicom gracza.

Nie ma silnych na agentów.

- My staramy się przekonywać rodziców, ale akurat ci od Cuntiego się nas pogniewali i zadeklarowali, że Luca jedzie do Ameryki. Dam Ci pewien przykład. Kilka lat wstecz mieliśmy dwa duże talenty z 84 rocznika – Tima Ramholta i Lukasa Grauwilera. Oni mieli możliwość u nas grać jak z Weberem zaczęlismy prowadzić GCK Lions, ale pojechali do Kanady do zespołów z QMJHL i OHL. Po jakims czasie wrócili. Jedyne co przywieźli z Ameryki to czapki z daszkiem odwrócone do tyłu. Weszli na siłownię, w buzi guma do żucia, i nie wiedzieli co mają robić. Nic nie pracowano z nimi w Kanadzie, kompletnie nic. Po powrocie potrzebowali roku treningów, żeby dojść do siebie. Lukas gra teraz w ZSC Lions. Także wyjazd za ocean ne gwarantuje, że się czegokolwiek nauczysz, oni trafili do takich klubów, skąd nie wynieśli nic pod względem sportowym.

Jest jedno pytanie, które zadają sobie wszyscy obserwujący od kilku lat szwajcarski hokej. Czego brakuje temu krajowi, żeby dobić do czołowej siódemki na świecie ?

- Z moich obserwacji Szwajcarzy za słabo pracują w klubach. Jest dużo trenerów, którzy drżą o swoją posadę i idą zawodnikom na rękę. Druga sprawa to to, że trener reprezentacji Ralph Krueger nie powołuje najlepszych hokeistów, bo ci najlepsi w tym kraju to tzw. skurczybyki, z którymi zawsze są problemy. Tu piwko, tam imprezki itp. Ale z drugiej strony to są też prawdziwi wojownicy. Krueger wykluczył ich wszystich z kadry i w ich miejsce dobiera sobie grzecznych ludzi. W kadrze panuje świetna atmosfera, ale ci ułożeni hokeiści nie wygrają meczu o wysoką stawkę. Chuligani też sa potrzebni w zespole. Trzeba ich trochę utemperować, ale są potrzebni.

Toruńscy hokeiści bardzo udanie zakończyli pobyt na Słowacji. W rewanżowym spotkaniu wyraźnie pokonali zespół z Bańskiej Bystrzycy.

HC ‘05 Banská Bystrica – TKH ThyssenKrupp Energostal 2:5 (1:2, 1:1, 0:2)

1:0 – Michal Babic – Ján Šimčík (8′)
1:1 – Peter Hurtaj – Rudolf Verčík (10′)
1:2 – Michal Mravec – Jarosław Dołęga (11′),
1:3 – Michal Mravec – Przemysław Bomastek (29′)
2:3 – Michal Babic – Ján Šimčík (34′)
2:4 – Tomasz Koszarek – Michał Zubek (56′)
2:5 – Przemysław Bomastek – Jarosław Dołęga (59′) ; do pustej bramki

HC ‘05 Banská Bystrica: Stopka – (obrońcy) Brumerčík, Tomaška, Kokavec, Lániček, Bálint, Laššák, Turcer, P. Maček – (napastnicy) Šimčík, Hanes, M. Babic, Hukeľ, Lunter, Laubert, A. Pitschman, Longauer, Znak, Ondrla, T. Smolka, Pohorelský
trener: Miroslav Chudý

TKH ThyssenKrupp Energostal: Kachniarz (od 41′ Plaskiewicz) – Búřil, Dąbkowski, Marmurowicz, Hurtaj, Verčík – Porębski, Kubát, Bomastek, Mravec, Dołęga – Koseda, Cychowski, Jastrzębski, Koszarek, Zubek oraz Chrzanowski, Dzięgiel, M. Kuchnicki
trener: Marian Pysz

Wobec trudności z zakontraktowaniem innego sparingpartnera, w poniedziałek, TKH rozegrał kolejny mecz z Bańską Bystrzycą. W składzie doszło do trzech zmian – w bramce pojawił się Daniel Kachniarz, w czwartej formacji za Pawła Dalke wszedł Mariusz Kuchnicki, natomiast narzekającego na ból w okolicach korzonków Roberta Fraszko gościnnie zastąpił Michał Porębski, reprezentant Polski do lat osiemnastu. – W porównaniu z poprzednim pojedynkiem, gdzie przespaliśmy pierwsze dziesięć minut, teraz graliśmy konsekwentnie od samego początku – twierdzi Andrzej Masewicz, drugi trener TKH. – Charakterystyczne dla słowackiego stylu gry jest rzucanie się na przeciwnika od pierwszego gwizdka, ale tym razem powstrzymaliśmy przeciwnika.

Bramki Petera Hurtaja i Michała Mravca dały prowadzenie polskiemu zespołowi po pierwszej tercji. – Oddaliśmy zaledwie pięć strzałów, ale dwa z nich wpadły do siatki rywala – mówi Masewicz. – W kolejnych dwudziestu minutach obraz gry uległ zmianie. To my przejęliśmy inicjatywę i zaczęliśmy dominować na lodzie, co miało odzwierciedlenie w strzałach. Siedemnastokrotnie próbowaliśmy zaskoczyć bramkarza rywali. Tym razem jednak nie przełożyło się to na podwyższenie prowadzenia.

W ostatniej odsłonie gospodarze za wszelką cenę próbowali zmienić niekorzystny dla siebie rezultat. – Było ciężko, ale wybroniliśmy się – kontynuuje trener torunian. – Całą tercję między słupkami stał Michał Plaskiewicz, który zachował czyste konto. Słowakom nie pomogło nawet wycofanie bramkarza.

Wygraną TKH przypieczętował Przemysław Bomastek, umieszczając krążek w pustej bramce. Jest to zatem pierwsze zwycięstwo w nowym sezonie. – Bardzo dobrze spisywał się drugi atak – przyznaje Masewicz. – Chłopacy grali kombinacyjnie i wychodziły im naprawdę fajne akcje. Inaczej sprawa wygląda z pierwszą formacją ofensywną, która nie spełniała założeń taktycznych. Możliwe, że trzeba będzie tam coś zmienić.

Zarówno w piątkowym jak i poniedziałkowym meczu wystąpiła piątka zagranicznych graczy TKH. – Widać po ich występach, że pracowali zgodnie z zaleceniami – mówi Masewicz. – Narzucali tempo na treningach i byli zawsze w czołówce. Jest problem, bo dostali nowe łyżwy i mają mocno poobcierane stopy. Najgorzej wygląda to u Verčíka, który nawet z tej racji dostał dzień wolnego.

W czwartek o godzinie 17:45 hokeiści odbędą pierwszy trening na Tor-Torze. – Wszyscy są zdrowi i będą obecni – dodaje na koniec 40-letni szkoleniowiec.

Toruńscy hokeiści rozegrali pierwszy sparing podczas obozu na Słowacji. Gospodarze z Bańskiej Bystrzycy nie byli przesadnie gościnni i pokonali podopiecznych Mariana Pysza.

HC’05 Banská Bystrica – TKH ThyssenKrupp Energostal 6:3 (2:1, 1:1, 3:1)

bramki dla Bańskiej Bystrzycy: Milan Cútt 2, Martin Domian, Tomáš Sýkora, Andrej Tonkovič, Lukáš Ondreička

bramki dla TKH: Robert Fraszko, Arkadiusz Marmurowicz, Jarosław Dołęga

HC’05 Banská Bystrica: Stieranka – Brumerčík, M. Pitschmann, Šimčík, Ondreička, Domian – Tomaška, Rusnák, J. Babic, M. Babic, Tonkovič – Kozelnický, Kokavec, Matúška, A. Pitschmann, Hanes – Lániček, P. Laco, Sýkora, Cútt, Smutný
trener: Miroslav Chudý

TKH ThyssenKrupp Energostal: Plaskiewicz (od 41′ Kachniarz) – Búřil, Dąbkowski, Verčík, P. Hurtaj, Marmurowicz – R. Fraszko, Kubát, Bomastek, Mravec, Dołęga – Cychowski, Koseda, Jastrzębski, Koszarek, Zubek oraz Semeniuk, Chrzanowski, Dzięgiel, Pł. Dalke
trener: Marian Pysz

Drużyna z Bańskiej Bystrzycy miała przewagę od samego początku spotkania, ale nie potrafiła wykorzystać wypracowanych sobie sytuacji. Niemoc strzelecką przełamał Martin Domian. Miejscowi nie cieszyli się zbyt długo z prowadzenia. Stan meczu wyrównał Robert Fraszko. Pod koniec pierwszej tercji Słowacy ponownie wyszli na prowadzenie.

W drugiej remisowej odsłonie zawodnicy gospodarzy narzucili wyższe tempo, ale zdołali tylko raz zaskoczyć stojącego w bramce TKH Michała Plaskiewicza. Autorem gola był Milan Cútt.

Ten sam gracz pokonał w ostatnich dwudziestu minutach Daniela Kachniarza, który pojawił się między słupkami w tej części pojedynku. – Nasi rywale prezentowali się bardzo solidnie, grając zespołowo – przyznaje drugi trener TKH Andrzej Masewicz.

W trzeciej tercji, podobnie jak w poprzednich zawodnicy z Torunia byli w stanie odpowiedzieć rywalom tylko jednym golem. – To był dopiero pierwszy mecz i myślę, że jest trochę za wcześnie, żeby komentować grę poszczególnych zawodników – mówi Masewicz. – Zespół wszedł na wyższe obroty dopiero od dziesiątej minuty i wytrzymał kolejnych czterdzieści. Potem opadł z sił. Łapaliśmy trochę za dużo kar, co wpłynęło na wynik.

Podobnie jak ich starsi koledzy z kadry do lat dwudziestu, w towarzyskim trójmeczu zmierzyli się również hokeiści Szwajcarii i Niemiec do lat osiemnastu. Znowu górą byli gospodarze.

Tym razem miejscem konfrontacji młodzieżowych zespołów była Vaillant Arena w szwajcarskim Davos. W pierwszym pojedynku, obserowanym przez skautów z Toronto i Waszyngtonu, padły trzy bramki i wszystkie były autorstwem niemieckich hokeistów. Listę strzelców otworzył Florian Strobl, który trafił do siatki sześć sekund po tym, jak na ławce kar zasiadł Leandro Profico. W dalszej części spotkania działo się niewiele, aż do czterdziestej minuty. Na kilkanaście sekund przed końcem tercji Szwajcarzy stracili krążek we własnej strefie obronnej, co wykorzystał Dominik Bielke. Trzegi gol padł po dwójkowej akcji Daniela Weissa i Jeroma Flaake – To był dobry występ jak na początek sezonu – przyznaje generalny menedżer Niemiec, Michael Pfuhl. – Pomimo dużego obciążenia na treningach po mojej druzynie nie było praktycznie widać zmęczenia. Kontrolowalismy przebieg spotkania i nie dawaliśmy rywalom szans na wejście w rytm meczu. W zwycięstwie duży udział miał Felix Brückmann, który świetnie spisywał się na bramce.

Szwajcaria U18 – Niemcy U18 0:3 (0:1, 0:1, 0:1)

0:1 – Florian Strobl – Jerome Flaake (12′) ; 5/4 (Leandro Profico)
0:2 – Dominik Bielke – Christian Kolacny (40′)
0:3 – Jerome Flaake – Daniel Weiss (57′) ; 4/5 (Steve Hanusch)

Szwajcaria: Mischler (Zurkirchen n/g) – Geering, Sbisa, Gay, Kämpf, Gemperli – Profico, Josi, Jörg, Mc Gregor, Weber – Genoni, Ganz, P. Marolf, Schmidt, Berger oraz Fischer, Füglister, Ryser, Altorfer

Niemcy: Brückmann (Albrecht n/g) – Wagner, Prantl, Fischhaber, Hofbauer, Ritter – Richte, Hanusch, Feuerfeil, Flaake, Strobl – Seifert, Novak, Quinlan, Weiss, Riefers – Kolacny, Brückner, Pohl, Bielke, Forster

Po gładkiej przegranej trener Szwajcarów Felix Hollenstein dokonał kilku zmian w formacji defensywnej. W wyjściowej piątce na obronie pojawili się Vladimir Burri oraz Nicolas Villa, natomiast w trzeciej Mike Marofl. Ze składu wypadli Leandro Profico i Fabian Ganz. Nie obyło się też bez zmian w ekipie Niemiec.

Obie drużyny rozpoczęły z dużą dozą agresywności w swojej grze, ale wszystko odbywało się w ramach przepisów. W dwudziestej szóstej minucie gospodarze wyszli na prowadzenie. Po uderzeniu grającego na co dzień w SCl Tigers Pascala
Marolfa krążek trafił w poprzeczkę i wpadł do bramki. Chwilę później, pomimo gry w osłabieniu, Szwajcarzy znowu pokonali Maximiliana Englbrechta. Gol nie został jednak uznany w związku z ruszoną wcześniej bramką. Dziesięć minut póżnej nie było już żadnych wątpliwości. Leżącego na lodzie goalkeepera gości pokonał Pascal Gemperli.

W trzeciej tercji Niemcom udało się wreszcie zaskoczyć Sandro Zurkirchena. Zanim do tego doszło na 3:0 podwyższył Roman Josi wykorzystując przewagę jednego zawodnika. Później do głosu doszli rywale. Szwajcarski bramkarz po raz pierwszy wyciągał krążek z siatki w pięćdziesiątej minucie. Kilkadziesiąt sekund później zrobił to po raz drugi. Maximilian Forster znalazł lukę między jego nogami i zdobył kontaktowego gola. Wyrównanie jednak nie padło, pomimo wprowadzenia szóstego gracza w ostatnich fragmentach spotkania.

Szwajcaria U18 – Niemcy U18 3:2 (0:0, 2:0, 1:2)

1:0 – Pascal Marolf – Luca Sbisa (26′)
2:0 – Pascal Gemperli (39′)
3:0 – Roman Josi – Tim Weber – Alain Berger (46′) ; 5/4 (Jens Feuerfeil)
3:1 – Toni Ritter – Dominik Bielke – Patrick Pohl (50′) ; 5/4 (Alain Butty)
3:2 – Maximilian Forster – Jerome Flaake – Patrick Seifert (52′)

Szwajcaria: Zurkirchen (Mischler n/g) – Burri, Villa, Baur, Kämpf, Gemperli – Geering, Sbisa, Jörg, Mc Gregor, Weber – M. Marolf, Josi, P. Marolf, Schmidt, Berger – Genoni, Fischer, Füglister, Butty, Schäppi

Niemcy: Englbrecht (Albrecht n/g) – Prantl, Richter, Fischhaber, Hofbauer, Ritter – Seifert, Novak, Feuerfeil, Flaake, Strobl – Hackl, Brückner, Quinlan, Weiss, Riefers oraz Andrä, Marsall, Pohl, Bielke, Forster

Po zaledwie czterech minutach trzeciego meczu kapitan reprezentacji Niemiec Daniel Wiess został odesłany za faul na przeciwniku do szatni. Osłabienie gości nie trwało jednak zbyt długo, gdyż po chwili na prowadzenie Szwajcarów wyprowadził obrońca EV Zug, Luca Sbisa. W drugiej tercji wynik podwyższył Nicolas Gay. Podopieczni Jamesa Sutter nie potrafili odpowiedzieć na dobrą grę miejscowych, popełniając zbyt dużo błędów w środkowej strefie lodowiska, które najczęściej kończyły sie utratą krążka. W ostatniej odsłonie kibice oglądali dwie bramki. Autorem obu był Alain Berger.

Szwajcaria U18 – Niemcy U18 4:0 (0:0, 1:0, 3:0)

1:0 – Luca Sbisa – Roman Josi – Konstantin Schmidt (7′) ; 5/4 (Daniel Weiss)
2:0 – Nicolas Gay – Jeffrey Füglister – Konstantin Schmidt (26′)
3:0 – Alain Berger (52′) ; 4/5 (Sven Ryser)
4:0 – Alain Berger – Luca Sbisa (56′)

Szwajcaria: Conz (Zeller n/g) – Geering, Sbisa, Gay, Kämpf, Gemperli – Profico, Josi, Jörg, Mc Gregor, P. Marolf – Genoni, Ganz, Schmidt, Berger, Füglister – Fischer, Stoop, Schäppi, Ryser, Altorfer

Niemcy: Albrecht (Brückmann n/g) – Wagner, Hanusch, Fischhaber, Hofbauer, Ritter – Novak, Hackl, Feuerfeil, Flaake, Strobl – Kolacny, Brückner, Quinlan, Weiss, Riefers oraz Andrä, Marsall, Pohl, Bielke, Forster

Kadra Szwajcarii U-18:

bramkarze: Benjamin Conz (Genève-Servette HC), Matthias Mischler (SC Bern), Stefan Zeller (SCL Tigers), Sandro Zurkirchen (EV Zug)

obrońcy: Vladimir Burri (Genève-Servette HC), Jannik Fischer, Luca Sbisa (obaj EV Zug), Fabian Ganz, Patrick Geering, Tiziano Genoni, Lukas Stoop (obaj GCK Lions), Roman Josi (SC Bern), Mike Marolf (SCL Tigers), Leandro Profico (EHC Chur), Nicolas Villa (Lausanne)

napastnicy: Niki Altorfer, Sven Ryser (obaj EHC Dübendorf), Oliver Baur, Alain Berger, Tim Weber (wszyscy SC Bern), Alain Butty (EV Zug), Jeffrey Füglister (Kloten Flyers), Nicolas Gay (Genève-Servette HC), Pascal Gemperli, Konstantin Schmidt (obaj Kloten Flyers), Mauro Jörg (EHC Chur), Marc Kämpf (HC Davos), Pascal Marolf (SCL Tigers), Ryan Mc Gregor (GCK Lions), Reto Schäppi (EHC Wallisellen)

trener: Alfred Bohren

Kadra Niemiec U-18:

bramkarze: Felix Brückmann (Heilbronner EC), Maximilian Englbrecht (EV Landshut), Sebastian Albrecht (Eisbären Juniors Berlin)

obrońcy: Raphael Wagner, Thomas Richter, (EV Landshut), Leopold Prantl (EV Füssen), Steve Hanusch, Marco Novak, Stephan Hackl, Benedikt Brückner, Toni Ritter (wszyscy Heilbronner EC), Patrick Seifert (SC Riessersee), Christian Kolacny, Andreas Andrä (wszyscy EC Bad Tölz),

napastnicy: Dennis Drommeter (ESV Kaufbeuren), Simon Fischhaber, Florian Strobl (obaj EC Bad Tölz), Maximilian Hofbauer, Marcus Marsall, Maximilian Forster (wszyscy EV Landshut), Toni Ritter, Jerome Flaake, Damian Martin (wszyscy Heilbronner EC), Jens Feuerfeil, Phillip Quinlan (obaj Starbulls Rosenheim), Daniel Wiess, Patrick Pohl, Dominik Bielke (wszyscy Eisbären Juniors Berlin), Philipp Riefers (Krefelder EV)

trener: James Setters

Sztab szkoleniowy rosyjskiego zespołu na czele z trenerem Sergeyem Nemchinovem ogłosił skład reprezentacji kraju do lat dwudziestu na cykl ośmiu spotkań z Kanadą.

W kadrze Rosji znalazło się trzydziestu dwu zawodników. Wśród nich są m.in. bramkarz Semen Varlamov draftowany w ubiegłym roku przez Washington Capitals oraz wybrany z numerem siedemnastym w tegorocznym drafcie przez New York Rangers – Aleksei Cherpanov.

Plan spotkań:

• 27 sierpnia 2007 – Mecz nr 1; Ufa, Rosja
• 29 sierpnia 2007 – Mecz nr 2; Ufa, Rosja
• 31 sierpnia 2007 – Mecz nr 3; Omsk, Rosja
• 1 września 2007 – Mecz nr 4; Omsk, Rosja

• 4 września 2007 – Mecz nr 5; Winnipeg, Kanada
• 5 września 2007 – Mecz nr 6; Saskatoon, Kanada
• 7 września 2007 – Mecz nr 7; Red Deer, Kanada
• 9 września 2007 – Mecz nr 8; Vancouver, Kanada

# Zawodnik P Data ur. cm/kg Klub draft NHL
- Semen Varlamov G 21.04.88 186/83 Lokomotiv Yaroslavl Washington (‘06, I r., nr 23)
- Vadim Zhelobnyuk G 22.04.89 180/80 Dynamo Moskwa ——
- Sergei Bobrovsky G 20.09.88 186/79 Mettalurg Novokuznetsk ——

# Zawodnik P Data ur. cm/kg Klub draft NHL
- Pavel Doronin D 21.08.88 186/85 Salavat Yulaev ——
- Aleksei Grishin D 28.09.88 —/– Vityaz Chekhov ——
- Igor Zubov D 04.07.88 185/85 Lokomotiv Yaroslavl ——
- Valery Zhukov D 08.02.88 190/89 Torpedo Nizhniy Novgorod ——
- Kirill Tulupov D 23.04.88 191/100 Chicoutimi Sagueneens (QMJHL) New Jersey (‘06, III r., nr 67)
- Evgeny Kurbatov D 18.05.88 182/89 Avangard Omsk ——
- Konstantin Alekseev D 26.02.88 180/82 Sibir Novosibirsk ——
- Yuri Aleksandrov D 24.06.88 185/84 Severstal Cherepovets Boston (‘06, II r., nr 37)
- Maksim Chudinov D 25.03.90 179/82 Severstal Cherepovets ——
- Ivan Vishnevsky D 26.02.88 187/90 Rouyn Noranda Huskies (QMJHL) Dallas (‘06, I r., nr 27)
- Vyacheslav Voinov D 15.01.90 182/82 Traktor Chelyabinsk ——

# Zawodnik P Data ur. cm/kg Klub draft NHL
- Aleksei Cherepanov F 15.01.89 180/83 Avangard Omsk New York (‘07, I r., nr 17)
- Andrei Popov F 15.07.88 186/85 Traktor Chelyabinsk Philadelphia (‘06, VII r., nr 205)
- Evgeny Bodrov F 08.01.88 184/78 Lada Togliatti ——
- Mikhail Glukhov F 13.05.88 180/83 Khimik Mytischy ——
- Artem Anisimov F 24.05.88 192/87 Lokomotiv Yaroslavl New York (‘06, II r., nr 54)
- Aleksandr Ryabev F 24.08.88 184/76 Lokomotiv Yaroslavl ——
- Maksim Mamin F 17.05.88 184/84 Metallurg Magnitogorsk ——
- Maksim Mayorov F 23.06.89 188/85 AK Bars Kazań Columbus (‘07, IV r., nr 94)
- Vyacheslav Solodukhin F 31.07.88 —/– SKA Sankt-Petersburg ——
- Sergei Zachupeiko F 05.01.88 186/82 Salavat Yulaev ——
- Egor Averin F 25.08.89 180/78 Avangard Omsk ——
- Sergei Korostin F 05.07.89 178/80 Dynamo Moskwa Dallas (‘07, III r., nr 64)
- Ilya Kablukov F 18.01.88 190/83 CSKA Moskwa Vancouver (‘07, V r., nr 146)
- Aleksandr Vasyunov F 22.04.88 182/86 Lokomotiv Yaroslavl New Jersey (‘06, II r., nr 58)
- Nikita Filatov F 25.05.90 183/72 CSKA Moskwa ——
- Evgeny Dadonov F 12.03.89 179/76 Traktor Chelyabinsk Florida (‘07, III r., nr 71)
- Anton Glovatsky F 06.08.88 180/82 Metallurg Magnitogorsk ——
- Kirill Petrov F 13.04.90 190/90 AK Bars Kazań ——

Nie było remisu, ale przeprowadzono karne. Nie było pięknej gry, ale nie można też było narzekać na nudę – w towarzyskim meczu białoruski HK Brześć pokonał Stoczniowiec Gdańsk.

Mecz odbył się na bocznym lodowisku przy obecności około dwustu kibiców.

Pierwsze strzały na bramkę swoich rywali były dziełem Macieja Urbanowicza oraz Artema Karkotskiya. Ten pierwszy zapełnił miejsce pozostawione po odejściu Łukasza Zachariasza i pojawił się na środku drugiego ataku. Od razu należy dodać, iż był to najbardziej wyróżniający się zawodnik gospodarzy, ale, podobnie jak reszcie kolegów z zespołu, przydarzały mu się poważne błędy. W 6 minucie Urbanowicz stracił krążek tuż przy własnej bramce na rzecz Artem Bondareva. Strzał z nadgarstka, kierowany przez byłego gracza Sokoła Kijów pod poprzeczkę, wybronił Sylwester Soliński. Gra toczyła się dalej. W 12 minucie na ławkę powędrował Dmitrij Stelkin i kilkanaście sekund później było 1:0 dla Stoczniowca. Maciej Urbanowicz przejął krążek na lewym skrzydle w okolicy niebieskiej linii rywala i śmiało wjechał do tercji. Pogubieni obrońcy z Brześcia obserwowali tylko jak młody gdańszczanin myli jednym zwodem ich bramkarza i umieszcza krążek w siatce. Następna akcja przyniosła wyrównanie a entuzjazm gospodarzy błyskawicznie utemperował Paweł Jasicki, debiutujący w składzie białorusińskiego ekstraligowca.

Zarówno do końca pierwszej tercji jak i na początku drugiej trwało umiarkowane ostrzeliwanie bramki Solińskiego, ale ten podobnie jak Urbanowicz, był czołową postacią swojego zespołu i spisywał się między słupkami bardzo przyzwoicie. 21-letni bramkarz rzadko miał jednak wsparcie wśród swoich obrońców. W 22 minucie fatalny błąd popełnia Paweł Benasiewicz, który przewraca się przy wyprowadzaniu krążka z własnej tercji i chcąc, nie chcąc asystyuje przy golu Bondareva. To jednak nie koniec kiksów. Dziesięć minut później w lustrzanej sytuacji rywalowi podaje Mateusz Rompkowski a w ramach podziękowań Andrej Kovshik zamienia prezent na trzecią bramkę dla Brześcia. – Gra w obronie strasznie szwankowała – przyznawał po meczu Henryk Zabrocki. – Defensorzy zbyt wolno podejmowali decyzje, poza tym powinni szybciej przekazywać krążek na skrzydła i jednocześnie unikać podań z backhandu. Trzy bramki padły po ich indywidualnych błędach.

Rompkowski wyszedł jednak na zero, dzięki udziałowi przy drugiej bramce. To właśnie po jego uderzeniu tor lotu krążka zmienił Urbanowicz. Po drugiej tercji było więc 2:3. Na ostatnią odsłonę do bramki wszedł Cezary Maza. Na lodzie w miejsce trzeciej pojawiła się czwarta formacja. – Dostaliśmy już wolne za dobra grę – żartował Bartłomiej Wróbel, który jak za dawnych lat wystąpił w ataku, pełniąc rolę środkowego w trzeciej piątce. – Jak na razie to niewiele wynika z mojej gry. Nie ma ze mnie wielkiego pożytku, ale może z czasem będzie lepiej. Nie ukrywam, że przyzwyczaiłem się do gry jako ofensywny obrońca. Byłem umówiony z kolegami, którzy mnie asekurowali i nie było żadnego problemu. Powrót do ataku jest dla mnie ciężki, bo już nie jestem tak szybki jak kiedyś.

Trzecią tercję Bartłomiej Wróbel (po lewej) obserwował już wraz z tatą (na pierwszym planie) zza bandy

Im dłużej trwał mecz tym Białorusini mieli większa swobodę w operowaniu krążkiem i wykorzystywali swoje wyższe umiejętności techniczne. Trzecia tercja rozpoczyna się od gola dla przyjezdnych. Na listę strzelców wpisuje się Aleksandr Ivanenko. W 46 minucie wyczyn kolegi powtarza Jurij Bulgakov i przesądza właściwie losy meczu. – W pierwszej tercji nie wszystko jeszcze się zazębiało – mówił trener koordynator HK Brześć Vladimir Korol, który jeszcze nie tak dawno temu pracował z polską młodzieżą jako trener w Szkole Mistrzostwa Sportowego. – Mamy kilku nowych zawodników, których chcieliśmy sprawdzić w warunkach meczowych, gdyż na treningach prezentowali się bardzo dobrze. Widać było, że Stoczniowiec wyszedł na lód trochę później od nas i wraz z upływem czasu zawodnikom brakowało kondycji i szybkości.

Trener koordynator lub według białoruskiej nomenklatury starszy trener Vladimir Korol; zanim zrobiono to zdjęcie dwukrotnie poprawiał fryzurę, rzucając żartami na prawo i lewo

Przez całe spotkanie praktycznie niewidoczny był pierwszy atak Stoczniowca. Roman Škutchan oddał dwa strzały na bramkę Dmitrija Baskova, Zdenek Jurasek wcale nie więcej. Lider asystentów wśród gdańszczan w ubiegłym sezonie próbował akcji kombinacyjnych z Milanem Furo, ale Słowak miał dosyć często problemy z opanowaniem krążka. Mimo to Furo zdobył w swoim pierwszym meczu dla nowego klubu bramkę.

Milan Furo w nowym hełmie i koszulce…Łukasza Zachariasza

Po końcowej syrenie rozegrano jeszcze konkurs rzutów karnych. – Reguły w polskiej lidze uległy zmianie, więc trzeba zacząć ćwiczyć – śmiał się trener Zabrocki. Jak się okazało była to właściwa diagnoza, gdyż jego podopieczni przegrali także i w tym elemencie, chociaż mogło być inaczej. W drugiej serii karnych Jarosław Rzeszutko, będąc tuż przed polem bramkowym, obrócił się o trzysta sześcdziesiąt stopni i kompletnie zmylił leżącego już na lodzie Baskova. Krążek minął jednak prawy słupek bramki.

Energa Stoczniowiec Gdańsk – HK Brześć 3:5 (1:1, 1:2, 1:2)

1:0 – Maciej Urbanowicz (12′) ; 5/4
1:1 – Paweł Jasicki (12′)
1:2 – Artem Bondarev (22′)
2:2 – Maciej Urbanowicz (24′)
2:3 – Andrei Kovshik (32′) ; 4/5
2:4 – Aleksandr Ivanenko (42′)
2:5 – Jurij Bulgakov (46′)
3:5 – Milan Furo (56′)

Karne – 1:2

1. Roman Škutchan X
2. Dmitrij Stelkin 0:1

1. Jarosław Rzeszutko X
2. Artem Karkotskiy X

1. Artem Bondarev X
2. Milan Furo 1:1

————– nagła śmierć ————–

1. Aleksandr Ivanenko 1:2
2. Zdenek Jurasek X

Energa Stoczniowiec Gdańsk: S. Soliński (od 41′ Maza) – Smeja, A. Kostecki, Škutchan, Jurasek, Furo – Skrzypkowski, Rompkowski, Jankowski, Urbanowicz, Rzeszutko – Benasiewicz, Leśniak, Poziomkowski, B. Wróbel, Sowiński – Bigos, Młynarczyk, Stróżyk, M. Wróbel, Ziółkowski

trener: Henryk Zabrocki

HK Brześć: Baskov (od 50′ Hodin) – D. Dubrovsky, Levitsky, Stelkin, Ivanenko, Zenkov – Savko, Babak, Jasicki, A. Bondarev, Karkotskiy – Kozachek, Tishkin, A. Fedorov, Kovshik, Y. Bulgakov – Tolstik, Smirnov, Seriy, Gorbunov, Burmistronok

trener: Aleksandr Rummo

« Nowsze Posty