“Jeżeli wokół stadionu jest dużo PR-u to bardzo dobrze” – rozmowa z Rafałem Kaplerem, prezesem Narodowego Centrum Sportu
Paweł Kumiszcze: – Stadion Narodowy to projekt, który przerósł Narodowe Centrum Sportu?
Rafał Kapler: – Nie powiedziałbym tak. Budowaliśmy ten stadion przez 32-miesiące. Proszę znaleźć podobny stadion, który został wybudowany w takim czasie. Poza tym po drodze pojawiły się kłopoty montażowe po stronie wykonawcy. Pamiętamy historię ze schodami. Z drugiej strony pojawiło się sporo zmian użytkowych, które wprowadziliśmy do projektu i które wprowadzała UEFA. Obiekt powstawał w bardzo trudnych warunkach. Zima 2009/10 to była chyba najbardziej śnieżna zima. Tak przynajmniej sądzi Instytut Meteorologii.
- Ta sławna zima, o której Pan mówi miała nie przeszkodzić w oddaniu inwestycji zgodnie z planem. Sami tak twierdziliście.
- Tak. Mówiliśmy o drugiej zimie, natomiast ta pierwsza zima – tego może Pan nie pamiętać, bo to były początki budowania konstrukcji betonowej – dawała się jednak mocno we znaki. Nie mówię tego po to, żeby tłumaczyć czas trwania budowy. Dalej uważam, że ten czas osiągnęliśmy bardzo dobry. Porównywalny do wielu prostszych stadionów. Przypominam, że w czerwcu ubiegłego roku staliśmy de facto przed alternatywą wyrzucenia wykonawcy i rozpoczęcia od nowa procesu wyłaniania firmy, która by mogła dalej ten stadion budować albo osiągnięcia porozumienia z wykonawcą. Udało się to drugie.
- Problem schodów był wam znany znacznie wcześniej. Jednak dopiero w czerwcu, kiedy nieuchronnie zbliżał termin końca budowy publicznie zaczęliście o tym mówić.
- Nie wszystkie konflikty i nie wszystkie spory na budowie rozwiązuje się w świetle kamer. O ile dobrze pamiętam to w maju dokonaliśmy wpisu do dziennika budowy, nakazującego rozbiórkę tych schodów. Wtedy, gdy sytuacja była już bardzo napięta. Sama wada wyszła na jaw stosunkowo wcześnie – po zimie, kiedy na schodach pojawiły się zacieki z płynu, który nie zdążył zgęstnieć przed zimą. Bez tego problemu, perturbacji przy budowie byłoby na pewno trochę mniej.
- Skąd wziął się termin 30 listopada, deklarowany przez premiera? Dlaczego nie przyjęliście bardziej bezpiecznej daty, np. luty 2012 roku?
- Protokół zakończenia robót złożono 29 listopada. 16 grudnia uzyskaliśmy pozwolenie na użytkowanie obiektu. Premier się nie mylił. Termin został dotrzymany z wyłączeniem płyty boiska, której projekt został zmieniony na życzenie NCS-u. Nie mieliśmy takiej perspektywy, która by nas goniła. Dopiero 11 lutego jest mecz o Superpuchar, a pod koniec miesiąca mecz Polski z Portugalią. Także nie trzeba było wcześniej układać murawy za wszelką cenę. Nie było takiej potrzeby.
- Przytoczę kilka cytatów: “Moi rozmówcy dawali gwarancję, że jest to termin realistyczny i bezpieczny. 30 listopada wtedy nastąpi zakończenie wszystkich prac związanych z tą inwestycją. Data wiarygodna” – to dokładne słowa premiera z czerwca 2011 roku. Ówczesny minister sportu Adam Giersz mówił, że pod koniec listopada stadion zostanie oddany pod klucz. A Pan w wywiadzie dla Newsweeka we wrześniu twierdził, że “wszystko co jest związane z używaniem stadionu do imprez masowych musi być gotowe do 29 listopada”.
- Stadion był gotowy, bo dostaliśmy pozwolenie na użytkowanie 16 grudnia.
- Częściowe pozwolenie.
- Z wyłączeniem płyty. Bądźmy precyzyjni. Płyta została wyłączona na nasze życzenie. To jest zmiana, która będzie służyła temu stadionowi przez 50 lat. W międzyczasie od listopada do teraz używaliśmy wszystkich pomieszczeń, które można było używać.
- 30 listopada to data wymyślona na potrzeby kampanii wyborczej?
- Nie mam pojęcia jakimi prawami rządzi się kampania. Jak to wygląda ze strony polityki. Ja prowadziłem negocjacje z wykonawcą dotyczące tego terminu. Wykonawca deklarował nawet wcześniejszą datę. Wybraliśmy taką, która wszystkim nam wydawała się bezpieczna.
- Widzi Pan w ogóle jakiekolwiek błędy popełnione przez Narodowe Centrum Sportu w trakcie realizacji tej inwestycji?
- Na początku byłem przekonany, że termin kontraktowy będzie oznaczał faktycznie koniec budowy. To absolutnie mój błąd. Muszę przyznać, że stopień skomplikowania tej budowy przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania, podobnie jak generalnego wykonawcy. Koordynacja tej inwestycji w pewnym momencie przerosła jego siły.
- A wasze?
- Nasze nie. Po naszej stronie mamy tak doświadczony zespół osób, które budowały ten stadion i nadzorowały jego uruchomienie, że w żadnym momencie nie miałem wrażenia, że to przerosło nasze siły. Trudno jest mi wymienić taką jedną przyczynę, moment w którym się poślizgnęliśmy. Powtórzę tylko, że największym błędem była wiara w to, że ten kontrakt może się ziścić w 24-y miesiące. A przecież żaden stadion w Polsce nie został zbudowany w takim czasie. Czas budowy Wrocławia czy Gdańska…
- W obu przypadkach jest krótszy.
- Nie oceniłbym tak, że jest krótszy.
- Na stronie internetowej prowadzonej przez NCS jest informacja o rozpoczęciu budowy stadionu w październiku 2008 roku. Ale dobrze możemy liczyć od daty rozpoczęcia II etapu.
- I etap nie był tak naprawdę budową stadionu. Budowaliśmy 32 miesiące. Wrocław budował od stycznia…
- Kwietnia 2009 roku.
- Od kwietnia 2009 do września 2011. Gdańsk…
- Gdańsk mieści się w podobnym przedziale.
- Ok. Stadion Narodowy to inwestycja nieporównywalna z żadną inną. Na pewno czas realizacji inwestycji był krótszy, niż obiektu w Kapsztadzie (przyp. red. – stadion Green Point Stadium w Kapsztadzie powstał w 33 miesiące; 03.2007-12.2009). Ja z tego czasu budowy, który osiągneliśmy, po tych wszystkich perturbacjach, jestem bardzo zadowolony.
- Z PR-u i propagandy sukcesu głoszonej przez NCS pewnie też. W ostatnich kilkunastu tygodniach słyszę tylko o tym, że wszystko przebiega szybko, w rekordowym tempie i na ogromną, nieporównywalną z niczym skalę.
- Jeżeli wokół stadionu jest dużo PR-u i mówiliśmy dużo o sukcesie, to bardzo dobrze, bo naprawdę dużo tych sukcesów po drodze było. Ludzie budujący ten stadion naprawdę osiągnęli sporo sukcesów. Robili to w niesprzyjających warunkach, w krótkim czasie. Bardzo ważne jest poczucie wspólnoty i dumy wśród tych co budują. Cieszyliśmy się więc z każdego etapu, który udało nam się zakończyć.
- Z jednej strony słychać było o kolejnych przekładanych datach otwarcia czy też oddania stadionu do użytku i robienia wszystkiego na ostatnią chwilę, z drugiej o sukcesach, wielkich dniach itp. Według Pana wszystko tutaj gra?
- A co ma nie grać?
- Nie dotrzymujecie terminów, oddajecie inwestycję w częściach a zachowujecie się jakby było odwrotnie.
- Był jeden termin, w którym przewidywaliśmy zakończenie budowy – 30 czerwca. W tym terminie nie udało się tego zrobić z powodów, o których powszechnie wiadomo. Nie chce teraz do tego wracać. Sytuacja dotyczyła spraw montażowych i relacji z wykonawcą. Kiedyś przyjdzie czas, że o tym opowiem w szczegółach, ale jeszcze nie teraz. Dla mnie osobistym rozczarowaniem było to, że nie mogłem oddać tego stadionu do użytkowania w lecie ubiegłego roku. Potem był drugi termin 29 listopada, który, z wyłączeniem płyty głównej, dotrzymaliśmy.
- Ile osób zajmuje się PR-em w Narodowym Centrum Sportu?
- Informowanie o tym co robi spółka należy do kompetencji rzecznika prasowego Darii Kulińskiej. Daria bardzo mocno wspierała mnie i spółkę w tych najtrudniejszych momentach, kiedy zainteresowanie stadionem było gigantyczne. Poza nią jest jedna osoba, która zajmuje się stroną internetową i jeszcze jedna, odpowiedzialna za bieżącą obsługę mediów. Nie wynajmujemy żadnej agencji PR-owej.
- Były premie dla członków zarządu NCS-u za grudniowe pozwolenie na użytkowanie stadionu?
- Nie. Żadnych premii zarząd NCS-u na razie nie otrzymał.
- A po ukończeniu stadionu?
- Są przewidziane premie.