- O polskim hokeju wiem niewiele, ale traktuję podjęcie pracy tutaj jako duże wyzwanie – tak Jarmo Tolvanen uzasadnił przyjęcie posady w Toruńskim Klubie Hokejowym. Teraz, używając niemal identycznych słów, przywitał się z węgierskimi dziennikarzami, po tym jak Alba Volán podała do wiadomości publicznej, że Fin będzie trenerem pierwszego zespołu.
Lata płyną, a człowiek ciągle łapie się na naiwności. Naiwnym trzeba było być, aby myśleć że przyjęcie toruńskiej oferty przez Tolvanena to jakiś cudowny przypadek. Te mogą mieć miejsce, ale na lodzie. Niemniej jednak podniecenie miejscowych działaczy, niestrudzonych w próbach zDELowania klubu, osiągnęło apogeum. Bo oto nagle po latach przemilczanych przez otoczenie porażek, bijącej w oczy niekompetencji i zupełnie oderwanego od rzeczywistości myślenia, coś im się udało. Oni w to głęboko wierzyli, a ta wiara miała aksjologiczne uzasadnienie w światku, w którym samokrytyka była jak utopia. Nigdy nie istniała.
Zaślepieni wiarą mędrcy niesieni na fińskiej fali z wszechwiedzących obserwatorów z aspiracjami do dyrygowania, zmienili się w miłosiernych baranków. Nagle przestała być problemem gra trzema piątkami, przestało być problemem odsuwanie najmniej doświadczonych zawodników od składu, a wreszcie same wyniki – 0:5 z Tychami, 0:6 z Nowym Targiem, 3:7 z Jastrzębiem itd. Ale co tam wyniki, przecież „poprawił się styl gry”. To były naprawdę przepiękne porażki.
Tolvanen szybko się pogubił. Swoim rodakom pozwalał na wszystko, a ci skrzętnie z tego korzystali, odwiedzając toruńskie kluby częściej, niż ich właściciele. Wiedział, że przychodzą po nocnych imprezach na treningi. Co zrobił? Nic. Pełna akceptacja. Stąd też Fińscy zawodnicy szybko podzielili los tych nowotarskich sprzed dekady. Z czasem, gdyby nie numery i nazwiska na koszulkach, można byłoby mieć problemy z odróżnieniem ich od reszty.
Nikt jednak nie pytał, nikt nie zamierzał rozliczać. Wręcz przeciwnie, wyrażono pragnienie dalszej współpracy. Szkoda, że go nie zrealizowano. Letnie przygotowania mogłyby być ciekawym doświadczeniem. A tak przekonają się o tym tylko sympatycy węgierskiego klubu. Fin może być jednak pewien, że jedną rzecz po sobie pozostawił. Żucie tytoniu to nowy zwyczaj w szatni. Tylko nie jestem do końca przekonany czy można byłoby nazwać to wyzwaniem.
reaktywacja?
w pewnym sensie tak, w najbliższym czasie powinny się tutaj pojawić starsze rzeczy, które nie były publikowane wcześniej z różnych powodów, a co do nowych wpisów, jeśli się pojawią, to jednocześnie tutaj i na e-hokej.pl