Poniższa rozmowa z Andrzejem Tkaczem została przeprowadzona telefonicznie w styczniu 2008 roku, po tym jak został zwolniony z funkcji trenera Polonii Bytom i de facto porozumiał się już z Unią Oświęcim (podczas Pucharu Polski w Tychach). Wywiad miał się ukazać w Magazynie Hokej. Tak się jednak nie stało. Naczelny magazynu chciał autoryzacji, a pan Tkacz nieoczekiwanie stwierdził, że “nie będzie się kopał z koniem” i poprosił o nie publikowanie zapisu rozmowy. Dzisiaj ma już ona znikome znaczenie, Anna Brabańska zapadła się pod ziemię, podobnie jak Petr Tokoš a Polonia gra w I lidze. Mimo to poniższy wywiad jest częścią pewnej układanki, która może pomóc zrozumieć co działo się w tamtym czasie w klubie z Bytomia.
Andrzej Tkacz – “Odszedłem bez żalu” (STYCZEŃ 2008)
PK: – Jeżeli miałbym wytypować przed sezonem trenerów, którzy pożegnają się z pracą w trakcie obecnych rozgrywek, to pewnie znalazłby się Pan w tym gronie.
AT: – Nie dziwię się. Miałem świadomość, że mogę nie skończyć tego sezonu w Polonii. Zresztą już przed nim nie do końca było wiadomo czy zostanę czy nie. Prezesowa miała dylemat czy podpisać ze mną umowę.
PK: – Właśnie ten fakt poddawał Pana przetrwanie na stanowisku w wątpliwość.
AT: – Nie ma co ukrywać, że później czekano tylko na właściwy moment, żeby mnie zwolnić. Problem polegał na tym, że zespół spisywał się naprawdę dobrze. Ja te punkty, które zdobywaliśmy na wyjazdach, wziąłbym w ciemno przed rozpoczęciem rozgrywek. Przecież to, że my wygraliśmy rywalizację w finale play-off, będąc zupełnie amatorską drużyną, to był jakiś cud. I nagle jesteśmy w PLH. Proszę realnie spojrzeć na poziom umiejętności tego zespołu i porównać go z innymi w tej klasie rozgrywkowej. Pani prezes mówiła o awansie do szóstki, ale ona nie zna się na hokeju. Zresztą ja nie wiem czy ona się na czymkolwiek zna. To było oczywiste, że po dwóch rundach tabela ułoży się według siły poszczególnych zespołów, a nas na więcej, niż ósmą lokatę nie było po prostu stać. Jak odchodziłem mieliśmy trzy punkty straty do Sanoka.
PK: - …i osiem porażek z rzędu.
AT: – Zgadza się, ale proszę zobaczyć co się dalej stało. Wygrana z Gdańskiem, Sanokiem i…
PK: – Niektórzy zawodnicy zarzucali Panu stawianie na “swoich”. Innym zarzutem był brak podejmowania ryzyka w decydujących minutach spotkań.
AT: – Głupstwa jakieś. Przecież w tym zespole każdy musiał grać, bo nie było alternatywy. Przed sezonem odeszli ci gracze, którzy się nie nadawali. Dla przykładu Adrian Krzysztofik ledwo się łapie teraz w składzie GKS Katowice, więc bądźmy poważni. Niektórzy chcieli się po prostu za wszelką cenę utrzymać w tym zespole i dalej bawić w amatorkę. Jak ściągałem młodych zawodników to były pytania – “a po co nam oni ?”. Jeżeli chodzi o ten drugi zarzut to jeżeli zespół nie był w stanie wykorzystać podwójnych przewag w trakcie spotkania i przegrywał pod koniec dwoma, trzema bramkami, nie było sensu ściągać bramkarza.
PK: – Uściskaliście się serdecznie na koniec z panią Brabańską?
AT: – Podaliśmy sobie ręce i to wszystko. Odszedłem bez żalu, mając dosyć tego chorego układu z prezesową i jej kochasiem. Nie może być tak, że jakiś Czech, którego umiejętności są na poziomie tamtejszej trzeciej ligi będzie rządził w polskim klubie. Dlaczego odszedł Marek Stebnicki ? Pojawiając się w Polonii nie znał tego układu, ale szybko się zorientował jak sprawy wyglądają. To jest długa historia. Swego czasu chcieliśmy z Adamem Frasem sprowadzić do Bytomia tego szwedzkiego bramkarza z Opola (Daniel Lundin – przyp. aut.), ale nic z tego nie wyszło. Powiem tylko tyle, że zajmowałby dwa miejsca, więc któryś z innych graczy musiałby opuścić zespół. W kolejce do odejścia pierwszym był Tokoš i ona (pani prezes – przyp. aut.) dobrze o tym wiedziała.
PK: – Czytałem wypowiedź pani Brabańskiej, która zapewniała, że jej życie prywatne nie ma żadnego wpływu na zawodowe.
AT: – Mówić można wiele. Pamiętam jak mi zarzuciła, że jej kochaś nie strzela bramek, bo ja go stresuję (śmiech). Dlatego w tym sezonie w ogóle się nie odzywałem. Ta kobieta robi wszystko, żeby zatrzymać go w klubie – on musi grać i koniec. To jest chore! Czasami się dziwiłem jak ci ludzie tam mogą na to patrzeć i pozwalać. Zawodnicy byli z prezesami na “ty” i potem myśleli, że będą rządzić. Wybrali ją na prezesa, bo myśleli, że będą jakieś korzyści finansowe. Ona nic nie przyniosła do Polonii. 5 tys. zł dostaje od firmy matki z czego tysiąc idzie do klubu, a 4 tys. zł dla Tokoša, który jest na jej utrzymaniu. Mówi potem, że nie ma pieniędzy, bo prezydent nie daje, a prawda jest taka, że miasto wspiera klub tyle, ile tylko może.
PK: – Kobieta-prezes przyciąga uwagę mediów, więc klub też na tym korzysta.
AT: – I to jest właśnie istota sprawy. Szybko przejrzałem jej miłość do Polonii. Tu chodzi tylko o budowanie wizerunku swojej firmy oraz swojego. Lansowanie się, popularność w mediach. I o Tokoša. Nic więcej.
PK: – Cięty jest Pan na tego Tokoša.
AT: – Dobrze podam fakty. Sierpień, okres przygotowawczy. Dostaję wiadomość od Pani Prezes, że wybiera się z Tokošem do Warszawy na jakąś wystawę, gdzie będą promować hokej (śmiech). Miał wrócić po trzech dniach, ale promowanie przedłużyło się do dziesięciu. Na inaugurację z Podhalem złapał jakąś kontuzję. Wszyscy się z tego śmialiśmy. Przyniósł potem jakieś zdjęcie rentgenowskie. Masażysta powiedział, że zdjęcie wskazuje na kontuzję, która powinna go wykluczyć przynajmniej na trzy miesiące. Dalej. Jechaliśmy do Czech. Przychodzi do mnie prezesowa i mówi, że Petr ma anginę i będzie miał wycinane migdałki. Po 4 dniach dowiaduje się, że on jest w Czechach. 23 grudnia była ostatnia kolejka przed świętami. Dzień wcześniej oboje wybrali się na Karaiby, czy gdzie tam ona ma dom. Tokoš wrócił 3 stycznia. Tu jedynym rozwiązaniem jest dymisja pani prezes.
PK: – Pozostałym zawodnikom to nie przeszkadza?
AT: – W sumie to ja ich do końca nie rozumiem. W każdej innej drużynie taki człowiek nie byłby w ogóle tolerowany. Może im jest tak wygodnie. Miałem czasami wrażenie, że jakby spadli to też im by to nie przeszkadzało. Ściagnęliby z powrotem do zespołu starych kolegów i znowu byłaby zabawa. Jak ja byłem to się jeszcze trochę bali. Teraz mnie nie ma – mogą pić i palić jeśli uważają, że to im pomoże. Wiem, że już się pojawiły takie problemy.













